Trawa się zazieleniła, długi weekend majowy już za nami – jednym słowem wiosna pełna parą. Wielu z nas weekend majowy spędziło we własnym ogródku przy grillu z rodziną i znajomymi. Rozciągając się leniwie rozglądaliśmy się po własnych ogródkach, a im dłużej odpoczywaliśmy tym więcej mankamentów naszego otoczenia wychodziło na jaw. To trawa nierówno rozsiana to nierówno przycięta w zakamarkach, a tam jeszcze jakieś żółte place, żywopłot przycięty nie tak dobrze jak u sąsiada. Im bliżej końca weekendu, tym mniejsze wrażenie robi na nas ten, przecież skądinąd piękny ogród, będący swoistym cudem natury. Wniosek z tego, że wyposzczeni po długiej i przytłaczającej zimie szybko nudzimy się powracającą do życia naturą, lub rzeczywiście nasz ogród tylko na pierwszy rzut oka jest oazą, w której natura jest idealna, a zarazem przystosowana do naszego współistnienia z nią, rozumianego, jako właśnie ten wspomniany na początku krótko przystrzyżony trawnik, przez którego nie musimy się przedzierać jak w dżungli by dostać się na drugi kraniec.